Nie wiem dokładnie jak się robi langosza, ale czasami przychodzi taki dzień, że nagle chcemy odtworzyć jakiś smak, który wiąże się z miłymi wspomnieniami. Pierwszy raz jadłam go przy budce, niedalkeko Krupówek, spoglądając na Giewont, drugim razem podziwiając krakowski rynek nocą. Siedmioletnia siostra widząc to zdjęcie powiedziała, że pyszne to było, więc trzeba będzie jeszcze wrócić do tego przepisu.
Jest to tzw. "przepis na oko", więc niektóre składniki nie są określone ilościowo.
Ciasto:
-1/5 kostki drożdży,
-mąka,
-2 łyżki oleju,
-2/3 kubka mleka,
-sól
-szczypta cukru.
Drożdże rozcieramy z mlekiem i szczyptą cukru, wlewamy do miski. Dodajemy 2 łyżki oleju oraz odrobinę soli(na koniuszek łyżeczki), a nastepnie dodajemy po trochę mąki aż uzyskamy elastyczne ciasto, które przez chwilę ugniatamy oraz można troche porzucac nim o miskę. Zostawiamy do wyrośnięcia.
Sos:
-łyżka majonezu,
-2 łyżki śmietany,
-mały ząbek czosnku,
-sól.
Czosnek siekamy, mieszamy z majonezem i smietaną doprawiając szczyptą soli.
Bierzemy kulkę ciasta i w rękach rozciągamy je aż uzykamy placek grubości ok. 1 cm. Kładziemy go na rozgrzany tłuszcz i smażymy do momentu zarumienienia. Placek spożywamy na ciepło z sosem.